Domek pod miastem nie równa się szczęście9 min read

Ostatnio na moim Instagramie wrzuciłam Wam to zdjęcie w ważnym temacie „domek pod miastem”

A potem zrobiłam o tym InstaStories no i… zawrzało. Ponieważ domek i temat wzbudził ogromne wręcz zainteresowanie, zdecydowałam się podsumować go w tym wpisie. 

Teza jest prosta

Styl życia ma warunkować to, gdzie mieszkamy, a nie na odwrót. 

Oznacza to, że jeśli jesteśmy miejscy i lubimy miejskie dogodności nie powinniśmy szukać domku pod miastem. Innymi słowy – miejsce zamieszkania powinno zostać wybrane przez pryzmat najgorszego scenariusza. 

Przykład?
Bardzo proszę: jesteś człowiekiem, który nie pracuje zdalnie, a do tego załatwiasz dużo ‘na mieście’ i tam też widujesz się ze znajomymi. Marzysz jednak o domku z ogródkiem, biegającym psem, a w przyszłości pewnie też dzieciakami. Wyobrażasz sobie, że będziesz pić kawkę na tarasie, razem ze znajomymi będziecie grillować co sobotę, a wspólne, niedzielne obiady uwieczniać zdjęciami. Wizja, piękna, ale jak ma się z zestawieniem z rzeczywistością? Codzienność brutalnie weryfikuje nasze plany. Najgorszy scenariusz jest taki, że domek jest postawiony nawet nie w szczerym polu, a na osiedlu o charakterze urbanistyki łanowej, w rozlanych przedmieściach. 

Zabudowa łanowa to typowa #patodeweloperka, czyli budowanie na odrolnionej, wąskiej działce domków  w szeregu, jeden obok drugiego. Łączy je jedna, wąska droga dojazdowa wzdłuż posesji. W katalogach oczywiście wszystkie ‘inwestycje’ figurują jako ‘sielskie’ i spokojne. W rzeczywistości jednak z sielskością nie ma to nic wspólnego.

 

Załóżmy, że jedynym środkiem transportu jest tu samochód, zbiorkom nie dojeżdża, lub reprezentuje biedę, nie ma nic dookoła, nawet Żabki. Wobec tego codziennie rano stoisz w 1,5h korku do miasta (a często nawet na drodze z osiedla) i 1,5, kiedy wracasz. Homogeniczny skład takich miejsc sprawia, że wszyscy co rano i co wieczór kierują się w tych samych kierunkach – z i do swoich domów. Zakupy, wypad ze znajomymi wieczorem, zajęcia pozalekcyjne dzieciaków – wszystko musi być przemyślane i przekalkulowane, bo uzależnione jest od samochodu. A co będzie, jeśli się zepsuje? Albo złamiemy nogę? 

Domek to coś więcej niż ściany

Dokładnie tak będzie wyglądała codzienność, jeśli wybierzemy sobie miejsce zamieszkania myśląc jedynie przez pryzmat niższej ceny, a nie tego, co jest w okolicy i jak ona działa – będziemy sfrustrowani tym, że obrazek z naszej głowy ma się nijak do realnego życia w tej okolicy. 

Nie oznacza to jednak, że mieszkanie na wsi jest złe. Totalnie nie o to chodzi. Rzecz rozbija się tu po prostu o to, że wieś to nie miasto i żeby mieć świadomość tego, gdzie się wyprowadzamy. Trzeba więc twardo zestawić sobie nasze wizje z tym, co robimy codziennie i co się może zmienić. Musimy mieć na uwadze co się wydarzy, gdy zdarzy się najgorszy scenariusz. 

Jeśli kochamy sielskie widoki, las, pola i łąki, ale jednocześnie ciągnie nas do miasta i w duszy gra jednak wielkomiejskość (śmigający internet, jedzenie na dowóz, wydarzenia kulturalne, imprezy) to może lepszym pomysłem jest jednak zakup domu letniskowego niż realnego domu, zwłaszcza na 30-letni kredyt?

Wiele lat w perspektywie

Kolejnym elementem, który sobie warto przemyśleć jest perspektywa czasu i zmienność potrzeb. Mieszkanie, dom nie powinny być na wieczność. 

Wspomniana już wizja biegających po ogródku dzieciaków, niedzielnych obiadków i grilli musi zostać także skonfrontowana z naszym zmieniającym się życiem. Niestety, wbrew zapewnieniom reklam kremów pod oczy – czasu nie da się zatrzymać. My się starzejemy, a dzieci dorastają. 

Te czynniki warto mieć na względzie, bo 30-letni kredyt zaciągnięty w dniu swojej trzydziestki oznacza, ni mniej ni więcej, a koniec spłaty w wieku 60 lat. O kim myślicie, jak widzicie 60 latka? W Polsce wiek emerytalny osiągamy właśnie w tym wieku, jeśli jesteśmy kobietą, pięć lat później, jeśli mężczyzną. Dom także się starzeje i trzeba go remontować. Daleka jestem od ageizmu, jednak świadomość tego, że dom to mnóstwo ukrytych kosztów (czas, dojazd, ogrzewanie, praca w ogródku, prace renowacyjne) może zmienić nieco perspektywę. Wszystkie te ukryte koszty i to, jaki ma wpływ na środowisko opisałam tutaj.

Nie tylko ja

Nasze dzieci to także istoty, których potrzeby się zmieniają. Już w podstawówce nawiązują się pierwsze znajomości i przyjaźnie. Wraz z czasem oczywiście się uniezależniają. Brak komunikacji innej, niż samochód oznacza więc dla sporej grupy wykluczenie społeczne. Uczniowie i studenci dojeżdżający z miejsc z niesprawną komunikacją miejską skazani są na codzienne długie wyprawy w dotarciu do swoich miejsc nauki, wielogodzinne przesiadywania w czasie okienek i zrywanie się z lekcji i zajęć by zdążyć na ostatni autobus. O wyjściach na kawkę po zajęciach oczywiście nie ma mowy, tym bardziej na imprezę. 

A co jeśli

Czy jeśli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można? Parafrazując to pytanie w kontekście mieszkania pod miastem, odpowiem – można 🙂 

Można, pod warunkiem, że weźmie się wszystkie krytyczne warunki i się je zaakceptuje lub oszuka system. Jak? Sprawną okolicą, gdzie zainwestowano już w infrastrukturę. Oznacza to, że trzeba przyjąć, że wszystko to, co obiecuje deweloper nie istnieje. Drogi, szkoła, sklep, tramwaj, gruszki na wierzbie… obiecywać jest łatwo, zrobić trudniej. Moja taktyka – wierz tylko w to, co jest zrobione. 

Chcesz mieszkać na przedmieściach? Okej, ale dla własnego bezpieczeństwa znajdź działkę, gdzie na przykład dojeżdża kolejka podmiejska lub tramwaj. Nie skazuj się na wykluczenie. Inna złota rada – jeśli możesz to spróbuj pomieszkać w takim miejscu, znajdź domek próbny, nim się wyprowadzisz na stałe. I mówię to dla Twojego dobra. 

W kwestii społecznych migracji ukuło się już powiedzenie “powrotnicy”. To osoby, które albo wyprowadziły się do ‘wymarzonego domku pod miastem’ i wróciły do centrum wynajmując zakredytowany dom, albo wychowywały się i dorastały na przedmieściach i stwierdziły, że nie chcą powielać tego losu i schematu. Próba zamieszkania w domku może więc wydać się kluczowa pod względem tzw. expectations vs reality.

Millenialsi, czyli osoby, do których głównie docieram, to społeczność, która ceni sobie mobilność. Lubisz się przemieszczać? To dlaczego się chcesz uziemić?

Wybór jest Twój a nie kogoś innego

Na koniec, do wianuszka przemyśleń dorzucam jeszcze jeden wątek – czy domek to aby jest Twoje marzenie? Dlaczego właściwie chcesz się wynieść? Bo tak robią “wszyscy”? Bo tak radzą rodzice? 

Pamiętaj – to jest TWOJE życie. Miejsce zamieszkania ma być dostosowane do Twoich potrzeb i wybrane pod takim kątem, by odpowiadało Tobie. Nie przyjaciółce, nie babci, nie generalnym trendom i nie po to, by wrzucić zdjęcie o tym na fejsa. Warunkowanie takich zmian czyimś światopoglądem się po prostu nie sprawdzi, bo to nie jest TWÓJ światopogląd, Twoje przyzwyczajenia. 

Oczywiście, często to nie jest łatwe i wymaga słuchania opinii innych, tłumaczenia się z decyzji, ale hej – może jednak warto mieszkać tam, gdzie będzie dobrze po prostu Tobie, a nie wyobrażeniu kogoś o Twoim życiu?

Domek może być ok

Przy tym wszystkim nie chciałabym, żeby wyszło, że wyznaczam jeden jedyny słuszny styl życia i zmuszam wszystkich do mieszkania w mieście (no, może odrobinkę!). Wpis stworzyłam po to, żeby podsumować naszą dyskusję na Instagramie, w wielu komentarzach i prywatnych wiadomościach. Post ma na celu wytrącenie z poczucia, że na wsi jest wszystko super, domek to same plusy i wygląda jak na pocztówce.

Post to nie krytyka takiego sposobu mieszkania. Jeśli chcesz mieszkać pod miastem, na wsi – to to jest totalnie okej, ale wtedy gdy to jest Twój świadomy wybór. Jeśli wyprowadzasz się “w szczere pola” to po prostu miej świadomość, jak wygląda tam życie. Domek to sporo pracy, plus rolnik będzie orał pole, będzie nawóz, może nie być Lidla, a w zimie może nikt nie odśnieżyć drogi na czas, a jeśli gmina nie walczy ze smogiem, to sąsiad może palić starymi oponami. Dlatego ważne jest, by wiedzieć, że przeprowadzając się, bierzesz pakiet, ze wszystkim tym co dobre i co złe. 

Złota rada?

Pomyśl o danym miejscu (można wrzucić domek ale i dowolne mieszkanie), gdzie się chcesz przeprowadzić, nie przez pryzmat słonecznej soboty, a listopadowego poranka, gdy pada śnieg z deszczem, a Ty nie czujesz się najlepiej, niemniej musisz pozałatwiać sprawy. Przecież wiesz, jak wygląda polska aura, jak rzadko jest po prostu ‘ładna pogoda’. Czy dalej to miejsce spełnia Twoje wymogi? 

Międzymiastowo o suburbanizacji

Jeśli interesuje Was temat suburbanizacji,
to nasze międzymiastowo zrobiło o tym odcinek:

Niekontrolowane rozlewanie się miast w Polsce ma destrukcyjny wpływ nie tylko na chaos przestrzenny. Wpływa również na jakość życia i więzi społecznej. Cierpią nie tylko metropolie, również w podmiejskich wioskach, gdzie deweloperzy najtańszym kosztem postawili „osiedla łanowe”, tubylcy dostrzegają spadek komfortu ich życia, ciągłe korki i brak infrastruktury potrzebnej do obsłużenia nowych mieszkańców. 

Dlaczego suburbanizacja polskich miast dalej będzie postępować? Skąd wciąż tak wielu chętnych do przeprowadzki „pod miasto”? M.in. o tym, w audycji „międzymiastowo”, powstałej we współpracy z Radiem Kraków, rozmawiają Karol Wałachowski, Jakub Kucharczuk i dr Michał Kudłacz.

Posts created 54

26 thoughts on “Domek pod miastem nie równa się szczęście9 min read

  1. W mieście również rzadko są awarię prądu lub wody, a jeśli się zdarzy to jak najszybciej są naprawiane. Na wsi bywa z tym różnie, np. kiedy skończy się woda w studni to musisz ją kupić, bo lokalne władze nie zajmują się tym, w niektórych regionach nie ma i nie planuje się sieci wodociągów, oczyszczalni itp..

    1. U moich rodziców na wsi rurociąg z wodą naprawiano 2 miesiące. Latem, na wsi, bez bieżącej wody, ale co komu zależało… tylko kilka domów.

  2. Tytuł zapowiadał coś ciekawego, niestety we wpisie typowe porady dla osób kupujących dom, znajdziemy je na każdym forum i stronie nawiązującej do tego obszaru.

    1. Moi teściowe zakończyli budowę domu na odludziu w ’97, do dzisiaj nie ma tam utwardzonej drogi a przez lata zrobiło się z tego miejsca duże osiedle. Ponadto mieszkają obok psychopaty który kosi trawę w sezonie raz na 4-5 dni (nie przesadzam, dodam że zajmuje mu to kilka h, spory teren) oraz człowieka który ma 2 psy szczekające przez większość dnia. W moim mieszkaniu w centrum miasta jest ciszej 😉

  3. Cześć Madziu naprawdę dobrze się czyta Twoje teksty 🙂
    Chciałam Ci również polecić świeży raport „Wyzwania i rekomendacje dla Krajowej Polityki Miejskiej”. Na pewno znajdziesz coś dla siebie. W kontekście powyższego tekstu i nie tylko zagadnienia dotyczące kształtowanie przestrzeni, mieszkalnictwa ale i adaptacji do zmian klimatu mogą wydać się szczególnie interesujące.
    Pozdrawiam ciepło 🙂
    PM

  4. Nie wiem dla kogo to jest poradnik, chyba totalnie oderwanych od życia ludzi. Kto przy zdrowych zmysłach kupuje dom na kredyt i wyprowadza się na wieś nie biorąc pod uwagę, że wieś to nie miasto? Jeśli ktoś wybiera dom z myślą wrzucenia czegoś na insta to nawet mi go nie żal. Pisz nadal artykuły dla ludzi o IQ na poziomie 10 punktów, a tylko tacy tu pozostaną

  5. Wszystko fajnie. Szkoda tylko, że nie podjęła Pani kwestii finansów. Można sobie debatować na tematy społeczne, ekologiczne, komunikacyjne ale potem czeka nas wszystkich zderzenie z rzeczywistością. Obecnie mieszkania w miastach (o ścisłym centrum nie mówiąc) są tak drogie, że wielu ludzi zwyczajnie na nie nie stać. Nawet stare mieszkania w wielkiej płycie kosztują przerażające pieniądze. Bardzo chętnie zamieszkałbym z rodziną (2+2) w centrum miasta, ale niestety się to zwyczajnie nie opłaca. Pisze Pani o ukrytych kosztach życia poza miastem. A co z kosztami ukrytymi życia w mieszkaniu? Do wysokiej już ceny samego lokum należy doliczyć miejsce parkingowe za 30 tys. albo i więcej, ewentualnie komórkę lokatorską za kilkanaście tysięcy oraz comiesięczny czynsz. Przy przemyślanym projekcie, dobrej izolacji i oszczędnym technologiom dom może być bardzo tani w eksploatacji i ekologiczny. Ostatecznie, za cenowy odpowiednik ciasnego mieszkania w mieście, możemy mieć dom 100-150 metrów z garażem i własną działką. Niestety nie każdy jest młodym singlem, a wraz z dziećmi rzeczy typu samochód czy duży garaż gdzie można wstawić rowery, narty itp. stają się koniecznością, a nie jedynie widzimisie zepsutych, konformistycznych obywateli. Nie wszystko jest czarno-białe. To nie jest żaden hejt na Panią. Podoba mi się u Pani to krytyczne spojrzenie na polskie realia. Jednak zachęcam do szerszego analizowania, zwłaszcza zagadnień finansowych, bo chcemy czy nie, pieniądze grają jedną z głównych ról w dzisiejszym świecie. Pozdrawiam

    1. Dokładnie tą szarość tutaj podkreślam 🙂 pokazuję ukryte koszty i sama świadomie przeprowadziłam się do miasta zmieniając dom na mieszkanie 😉

      1. No właśnie nie pokazała Pani ukrytych kosztów mieszkania, wtedy byłoby to prawdziwe porównanie „za” i „przeciw”. Nie pisałbym komentarza bez powodu 😂

      2. Kuba dobrze odnosi się do zagadnień finansowych. Koszt utrzymania domu na wsi jest mniejszy niż koszt utrzymania mieszkania w bloku. Gdzie dom to jest jakieś 110-130 m2 a mieszkanie 60. Nowe domy to nie PRL-owskie pudełka. Zimne i ciężkie w obsłudze. Dzisiaj wyjeżdżam zamykam dom i on sam się grzeje. Ok dojazd od pracy. Na to jest bardzo proste rozwiązanie. Wieś z przystankiem PKP. I w ciągu 15 minut jesteś w centrum. Ok problemem może być szkoła lub lekarz, ale na to trzeba zwrócić uwagę już podczas wyboru domu.
        Problem jaki dostrzegam na przyszłość to imprezy mojego dziecka, po które pewnie w nocy będę musiał jeździć.

        Pewnie, że wolałbym mieszkać w domu w mieście, ale ceny takich nieruchomości są dla mnie nie osiągalne. Tak jak pisał Kuba, mając rodzinę nie za bardzo ma się czas na inne rozrywki :/ Z małym dzieckiem wolny wieczór jak uda Ci się dzięki dziadkom załatwić to wolisz odpocząć odespać i pobyć razem. Może wyjście do restuarcji ale taksówki też istnieją.

        Nic nie jest ani do końca czarne i białe. Rozwiązanie z domkiem letniskowym jest supre. Też o tym myślałem. Tylko znowu to jest zajęcie się kolejnym domem. Posprzątaj ogarnij. eh…

    2. Jako mieszkanka centrum miasta – absolutnie nie zgodzę się odnośnie samochodu. Nie ma potrzeby posiadania go i piszę to z pełną świadomością. Tym bardziej, że w miastach coraz lepiej działa carsharing 🙂

      1. Przedstawiłem -dość powszechny z resztą- przykład rodziny 2+2. Nie wiem jakim cudem da się komunikować z dwójką małych dzieci bez samochodu, gdzie piechotą jedno musi mieć np. wózek, a drugie trzeba trzymać za rękę non-stop ponieważ zaraz gdzieś ucieknie, wybiegnie itp. Nie mówiąc już ile razy bezpieczniejsze jest dziecko zapięte porządnymi pasami w foteliku samochodowym niż latając swobodnie po autobusie (to samo tyczy się np. ledwo stojących seniorów). Jeszcze raz. Społeczeństwo to nie tylko single i pary w wieku 20-30 lat. Pozdrawiam

        1. Jakimś sposobem ja, moja siostra i moi rodzice, czyli rodzina 2+2, przeżyliśmy cale moje dzieciństwo bez samochodu, odwiedzaliśmy cała rodzine rozsiana po mieście, jeździliśmy darmowym autobusem Tesco na zakupy, a ja i siostra chodziłyśmy na wszystkie zajecia dodatkowe na jakie chciałyśmy 😉 co więcej, rodzice dawali radę z jednym dzieckiem na wózku, a drugim pod rękę chodzić na spacery, jeździć pociągami na wakacje.. To jest jakiś mit, ze rodzina z dziećmi MUSI mieć samochód. No nie musi. Proszę nie usprawiedliwiać swojej wygody jakaś wyimaginowana potrzeba. Podwozenie dzieci na lekcje? Podstawówki są zwykle blisko, a do czasu gimnazjum i liceum już się się ma na tyle dużo lat, ze można się nie zgubić w drodze do tramwaju. Ja się nie gubiłam. A co do tematu wies vs miasto – pamietam az za dobrze moich zaspanych znajomych z podmiejskich wsi, którzy musieli wstawać o 4:30, żeby zdążyć na lekcje o 8. To jest katorga dla dzieci, które powinny się wysypiać, bo ich mózg się wciąż rozwija i tego snu potrzebuje. Te podmiejskie busy są wiecznie spóźnione i przepełnione i nieraz trzeba w nich stać przez 2h (jeżdżę nimi w góry, wiec wiem), na wjeździe i wyjeździe z miasta zawsze korki.. już omijam to, ile okazji do socjalizacji z grupa rówieśnicza omija takie dzieci. Dlatego nigdy nie zrozumiem rodziców którzy wyprowadzają się na wies albo przedmieścia dla dzieci.

        2. Kuba nie wiem jaki jesteś rocznik ale… nasi Rodzice sobie jakoś radzili z dziećmi w komunikacji miejskiej i raczej nie słyszało się o ofiarach śmiertelnych w wyniku „swobodnego latania po autobusie” 😉

  6. Mieszkałam w 2 domach (jeden przystanek zaraz obok, ruchliwa droga halas ale rzadko jeżdżąca komunikacja, drugi oddalony od głównej ulicy cisza i spokój, ale na piechotę 5 minut na przystanek gdzie busy co 10-15 minut, do centrum Krakowa w 35 minut) i w 3 mieszkaniach i nie mogę się doczekać kiedy znów będę mieszkać w domu. Oczywiście jestem swiadoma, że ważna jest lokalizacja, dobry dojazd, zaplecze dla codziennych spraw, a zarazem cicha ulica). Mam dosyć życia w mieszkaniach, w których słyszę zza ściany rozmowy telefoniczne o 22 i budzik sąsiadki o 5 rano. Z sufitu stukanie butów na obcasie, kota bawiącego się metalowa kulka, sąsiadki krzyczącej w trakcie seksu. Dźwięków remontów mieszkań. Jak się zaczęły po kolei remontować mieszkania w tym roku 7 stycznia tak nadal nie ma końca. No i brak windy. Wyżej niż pierwsze piętro z niemowlakiem to dramat. Tak więc według mnie dom jest o wiele lepszy. Tylko w dobrej lokalizacji. A ogrzewanie obecnie jest bezobsługowe.

    1. Jakimś sposobem ja, moja siostra i moi rodzice, czyli rodzina 2+2, przeżyliśmy cale moje dzieciństwo bez samochodu, odwiedzaliśmy cała rodzine rozsiana po mieście, jeździliśmy darmowym autobusem Tesco na zakupy, a ja i siostra chodziłyśmy na wszystkie zajecia dodatkowe na jakie chciałyśmy 😉 co więcej, rodzice dawali radę z jednym dzieckiem na wózku, a drugim pod rękę chodzić na spacery, jeździć pociągami na wakacje.. To jest jakiś mit, ze rodzina z dziećmi MUSI mieć samochód. No nie musi. Proszę nie usprawiedliwiać swojej wygody jakaś wyimaginowana potrzeba. Podwozenie dzieci na lekcje? Podstawówki są zwykle blisko, a do czasu gimnazjum i liceum już się się ma na tyle dużo lat, ze można się nie zgubić w drodze do tramwaju. Ja się nie gubiłam. A co do tematu wies vs miasto – pamietam az za dobrze moich zaspanych znajomych z podmiejskich wsi, którzy musieli wstawać o 4:30, żeby zdążyć na lekcje o 8. To jest katorga dla dzieci, które powinny się wysypiać, bo ich mózg się wciąż rozwija i tego snu potrzebuje. Te podmiejskie busy są wiecznie spóźnione i przepełnione i nieraz trzeba w nich stać przez 2h (jeżdżę nimi w góry, wiec wiem), na wjeździe i wyjeździe z miasta zawsze korki.. już omijam to, ile okazji do socjalizacji z grupa rówieśnicza omija takie dzieci. Dlatego nigdy nie zrozumiem rodziców którzy wyprowadzają się na wies albo przedmieścia dla dzieci.

  7. Niestety życie w mieście, to też niekoniecznie sielanka, u nas jest taki smog, że przy zamkniętych oknach czuć smród. Do tego dochodzi wieczny hałas, jak nie z dworu, to od sąsiadów. Mamy tego pecha, że czasem słyszymy sąsiadów dwa piętra wyżej, słyszymy też tych z dołu i obok. Codzienne szuranie krzesłami, słychać nawet zamykanie szafy, czy wyłączanie światła. W tym wszystkim jednak wolę codzienne dojazdy, ale święty spokój. Także mieszkanie w mieście może mieć tyle samo minusów.

    1. Jak to przeczytałam, to upewniłam się, że dom poza miastem to jedyny słuszny wybór dla mnie. W tej chwili mieszkam 5 minut od tramwaju w mieszkaniu i sprzedałabym duszę za dom.

  8. Zgodzę się z Kubą, że rzeczywistość weryfikuje, zwłaszcza ta finansowa. U mnie z kolei historia wyglądała tak, ze gdy zdecydowałam się na powiększenie rodziny, trzeba było pomyśleć o większym mieszkaniu, bo 38 m dla 3 osób byłoby dość uciążliwe, przy 1 pokoju i salonie + aneks. Perspektywa na mieszkanie w mieście, w dobrze położonych dzielnicach Gdyni zmieniła się kiedy z mężem zderzyliśmy się z cenami. Tak małymi krokami zaczęliśmy realizowac pomysl o zakupie domu pod miastem, ze wszelkimi tego pomysłu minusami, choć teraz nie wiem do konca, czy tak mozna je dosłownie nazwać. Choć my mieszkamy w Rozarium Tuchomskim, to jest 15 km od centrum, to mimo wszytsko nie jest miasto. Ale przestrzeń, na jaką nas bylo stać, czyli ponad 100 m i ogród, to jak sie po czasie okazalo spelnienie marzen, ale wynikające z braku finansów na mieszkanie większe, niż 50 m. Paradosk dzisiejszych szasów. 😉

    1. I ja poprę Kubę i Renatę. Niebawem przeprowadzamy się do domku nieco na południe od Krakowa. Nie jest to dla nas duża zmiana dystansu do centrum miasta (raptem 7 minut, ok. 5 km dalej) niż dojazd z naszego blokowiska-sypialni. Ale z optymizmem patrzę na wymianę całkowicie anonimowej wspólnoty mieszkaniowej, gdzie większość mieszkań jest wynajmowana (nawet nie krótkoterminowo, ale przecież studenci też się co roku zmieniają) na dziesięciodomkowe osiedle rodzin z dziećmi w podobnym wieku. 38 metrów na poddaszu bez windy dało mi we znaki mniej więcej wtedy, kiedy syn osiągnął 8 kg masy 😉 Całe życie dojeżdżałam z ww. sypialni ponad godzinę do szkoły. Wiem, co to niemożność pozostania na imprezie. Uważam, że nie jest to wada nie do przejścia.
      W nowym miejscu przedszkole i podstawówka są w promieniu 1,5 km od domu, kanalizacja „już jest w ogródku, już wita się z gąską” (wiem, wiem, Autorka mi tu nie zaufa 😉 ), a my z mężem pracujemy z domu.
      Zupełnie szczerze to chciałabym zostać w mieście, gdzieś niedaleko parku i w zasięgu regularnej komunikacji miejskiej. Ale nie znaleźliśmy niczego w naszym zasięgu finansowym. Ten domek kosztował tyle, ile musielibyśmy dać za ok. 60 metrów w mieście, i to wcale nie blisko centrum. Na rodzinę z dwójką, trójką dzieci to za mało.

  9. Zarówno wieś jak i miasto mają swoje wady i zalety. Wiadomo jeśli mieszka się w dużym mieście jak Warszawa – to praktycznie codziennie ktoś posprząta ulicę, naprawi awarię czy wymieni przepaloną żarówkę w latarni. Gorzej na wsi – jeśli sam nie zgłosisz awarii będziesz czekać miesiącami aż ktoś się zajmie jakąś usterką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top